Winny system, nie minister

Minister Zdrowia Bartosz Arłukowicz nie został odwołany. Zaskoczenie? Oczywiście, że nie, bo od początku było wiadomo, że wotum nieufności zakończy się niepowodzeniem. Obecnie największym problemem nie jest minister Arłukowicz, a lekarze. Ktoś zapyta: „dlaczego lekarze, a nie minister zdrowia?”. Odpowiadam: bo to oni tworzą ten chory system! To lekarze są nauczeni tego, że, gdy przychodzi się do nich na poradę to trzeba nieść reklamówkę jakiś dóbr. Są to najczęściej słodycze, jajka, owoce. Brzmi śmiesznie? A tak jest naprawdę i to boli. Pacjenci rozpuścili lekarzy, którzy inaczej patrzą jak coś dostaną. Tak nie powinno być, bo to jawna łapówka. Kolejną sprawą jest to, że ci lekarze to nie ci sami specjaliści co kiedyś. To hieny żerujące na ludzkim nieszczęściu. Jakiś przykład takich zachowań? Proszę bardzo. Na wizytę o dentysty trzeba czekać tygodniami a nawet miesiącami, gdy przyjdzie się umówić na wizytę, człowiek jest traktowany jak śmieć, który nic nie może i musi się ukorzyć przed dentystą, który bezczelnie powie, że „nie ma terminów”, „trzeba czekać bardzo długo”, „chce się panu tyle czekać, przecież to 3 miesiące”. Co innego, gdy przyjdziemy umówić się prywatnie. Wtedy „łaskawy” dentysta znajdzie czas po godzinach, by na państwowym sprzęcie wyleczyć dolegliwości. Nienormalne, prawda?

Część lekarzy realizuje politykę wielkich koncernów farmaceutycznych. Człowiekowi choremu przepisuje się lek za 400 zł, mimo że zamiennik o wiele lepszy kosztuje 100 zł! Ale czego się nie robi dla korzyści otrzymanych później przez koncern. Koncern, nie zdrowie pacjenta – taka jest dewiza części lekarzy, których można nazwać wprost – pseudolekarzami. Idźmy dalej. Odpowiedzialność za błędy lekarskie. „Nie moja wina” – mówią lekarze. „To system” – zrzucają odpowiedzialność. A kto tworzy ten system jak nie wy?! Dlaczego lekarz za swoje błędy nie może odpowiedzieć przed właściwymi organami? Czy ich bajka o chorym systemie ciągle ma ich chronić przed odpowiedzialnością prawną? Lekarz, który przez swoją niekompetencję doprowadził do śmierci człowieka dalej pracuje w szpitalu. Tak nie może być! Oni nie mogą być świętymi krowami biegającymi po szpitalach. Trzeba to zmienić, a zmienić to mogą przede wszystkim obywatele, którzy powstrzymają się od takich zachowań jak wręczanie czegoś za badanie lekarzowi. On ma obowiązek was zbadać jeśli jesteście chorzy, bo wy za to płacicie. Wy płacicie podatki i państwo wypłaca lekarzowi pensję z waszych podatków! Trzeba kontrolować lekarzy na każdym kroku, sprawdzać ich i nie bać się pytać i wyrażać swoich opinii. Jeśli sprawdzimy, że dany lek jest za drogi, albo nam nie pomaga to idźmy do lekarza i powiedzmy, by przepisał nam coś innego. Lekarz jest dla was, a nie wy dla niego. Pamiętajcie o tym. Tylko obywatele, razem, mogą wyleczyć ten chory system, system tworzony przez lekarzy.

Raz, dwa, trzy! Platforma poleci

Upadek PO jest jak widać bliski, pokazały to oczywiście „taśmy Tuska”. Na pierwszy rzut oka można stwierdzić, że ugrupowanie nie dzieli się już na zwolenników i przeciwników premiera z Sopotu, ale również na mniejsze, bardzo małe grupki osób, które grają „na siebie”. Nie ważny jest interes całej partii, a jedynie tych paryjnych dołów. To w obliczu spadku sondażowego Platformy, ostrej wymiany zdań pomiędzy Gowinem, a Tuskiem jest dla frakcji rządzącej strzałem w oba kolana. Tak było z AWSem i SLD również. Tam nie pojawił się ratownik, który podał pomocną dłoń i wsadził do karetki. Jeśli przy Platformie Obywatelskiej też nie pojawi się pomocna dłoń, ugrupowanie niegdyś z ponad czterdziestoprocentowym poparciem upadnie, a na jej miejscu wyrośnie kilka liberalnych partyjek. Działacze przeniosą się do graczy, którzy po spadku PO będą się liczyć, czyli SLD, Ruch Palikota, stowarzyszenia Wiplera i może nawet do partia Gowina.

 

Szala goryczy może przelać się po wakacjach, gdy wszystkie partie zaczną działać, a PO jak zwykle zresztą nie będzie miało na siebie pomysłu. Moment krytyczny Platforma Tuska osiągnie, kiedy stanie się trzecią siłą w sondażach, wyprzedzane przez Sojusz Leszka Millera. Wtedy jacht „platformersów” (jak powiedzieliby to politycy w kuluarach) zatonie w okolice sześciu, może dziesięciu procent.